- Oj daj spokój stary. - powiedziałem śmiejąc się. Rozmawialiśmy jeszcze o powrocie do reszty chłopaków i zrobiło się trochę późno. Loui mnie podwiózł do domu w którym od razu zauważyłem Darcy i Jane oglądające jakiś film. Przysiadłem się z wielką chęcią do nich i po jakimś czasie zasnąłem.
*około 1 w nocy*
*nadal perspektywa Harry'ego*
Poczułem jak ktoś mną trzęsie. Otworzyłem lekko oczy i widziałem stojąca na de mną Belle. Zdziwiony, a raczej przestraszony, usiadłem i bałem się odezwać. Gdy się rozejrzałem zauważyłem, że jestem w salonie. Jane i Darcy nie było tylko ja i Bella. Przyglądałem się jej z niedowierzaniem. Ta nic nie mówiąc wzięła mnie za rękę i pociągnęła abym wstał. Posłuchałem się i zrobiłem to. Puściła moją dłoń i zaczęła iść w kierunku drzwi. Stanęła i odwróciła się w moją stronę wyciągając ponownie dłoń. Złapałem ją za nią i szedłem tam gdzie mnie kierowała. Wyszliśmy z domu. Idąc i trzymając się za ręce myślałam tylko o jednym - GDZIE MY IDZIEMY ?! chciałem coś powiedzieć ale nie mogłem. Nie to ze nie chciałem, lecz dosłownie jakbym nie miał ust ! To się staje coraz dziwniejsze. Zeszła ze mną z chodnika na pusta ulicę i stanęła. Wzięła mnie za drugą rękę i stanęła na przeciw mnie. Na chwilę puściła moją dłoń i spojrzała w niebo. Po chwili podniosła rękę i pstryknęła. Zaczęły lecieć krople deszczu. Na nowo złapała rękę i szepnęła tylko " Całuj ". Jak kazała tak zrobiłem. Nasze usta złączyły się. Nie chciałem tego robić ! Byłem do tego zmuszony, ale jak ? kto ? To jest jakieś chore. Odchyliła głowę do tyłu, a ja nie panujący nad sobą zacząłem całować ją po szyi. Byłem kukiełką w jej rękach. Nie wiedziałem jak to przerwać. Ta odepchnęła mnie od siebie i zaczęła mówić
- Nie powiesz niczego ?
- Co tu się dzieje ? - właśnie. Co tu się dzieje ? Nagle odzyskałem głos ?
- Ale o co ci chodzi Hazz ?
- Pytam się co tu się dzieje. Z tego co pamiętam to zasnąłem na kanapie, ale były tam jeszcze ze mną Jane i Darcy. A tak a propo. Jakim cudem weszłaś do nas do domu ?
- Nie twoja sprawa. Powiedz mi jedno
- To znaczy ?
- Podoba ci się ona ?
- Że kto znowu ?
- Hope, idioto !
- Nie zna... A więc tak ona się nazywa.
- Pytałam się o coś. Prawda ? - podchodziła do mnie a z nieba zaczynało coraz mocniej padać.
- Prawie cię nie znam. Nie będę ci nic mówił, a na pewno nie to kto mi się podoba.
- A więc tak chcesz grać ? - w jej głowie czuć było złość, którą można było zauważyć gdy spojrzało się w niebo. Swoimi emocjami zmieniała pogodę. Jakim kurwa cudem ?! - Ale ostrzegam. Sam tego chciałeś. Będziesz cierpiał na wszelkie, ale to wszelkie sposoby.
- O czym ty mówisz ? - nic nie mówiąc z kieszeni wyjęła proszek i dmuchnęła w moją stronę. Zacząłem trzeć oczy i gdy się rozejrzałem byłem w domu. To wszystko było snem ? To możliwe ? Potrzebuje odpoczynku. Spojrzałem na zegarek i była 1:48. Wstałem z sofy, pocałowałem w czoło Darcy a następnie Jane i skierowałem się w stronę swojego pokoju. Rozebrałem się do naga i poszedłem wziąć prysznic, by uspokoić myśli od tego chyba snu. Wszedłem pod prysznic i włączyłem wodę. Uwielbiam brać gorące prysznice i w ten sposób się rozluźniać. Stałem tak z 10 min gdy nie usłyszałem pukania do drzwi łazienki.
- Tak ?
- Pośpiesz się. Musze jutro wcześnie wstać.
- Raczej dziś. Zaraz wychodzę.
Aby nie przedłużać czekania siostry wyłączyłem wodę i owinąłem się ręcznikiem na biodrach. Otworzyłem drzwi i para gorącego powietrza wyleciała na korytarz.
- Droga wolna - powiedziałem do Darcy czekającej już z ręcznikiem i piżamą w ręku. Ta się uśmiechnęła i weszła do łazienki, a ja prosto do swojego pokoju. Wytarłem się i wszedłem pod kołdrę. Byłem bardzo śpiący i z łatwością przyszedł mi sen.
*8 nad ranem*
*perspektywa Darcy*
'Dzwoni budzik' sięgając ręką by wyłączyć to diabelstwo spadłam z łóżka. - Nie ma to jak sposoby na rozbudzenie się - powiedziałam do siebie i pokracznie wstałam z podłogi. Otrzepałam się i rozciągnęłam. Wzięłam w rękę naszykowane wczoraj ubrania i poszłam do łazienki. Przebrałam się i zajęłam się makijarzem. Puder, kreski i została jeszcze tylko fryzura. Rozczesałam włosy i zrobiłam kucyka. - Jak zawsze nie wyszedł - powiedział do odbicia w lustrze i zrobiłam go jeszcze raz - Jest lepszy od poprzedniego więc mogę iść. - Piżama w rękę i kierunek pokój. Rzuciłam ubranie na łóżko i wzięłam w torbę z podłogi. Zeszłam do kuchni i wzięłam jakiś serek z lodówki i skierowałam się ku drzwi. Na zegarku 8:45 a ja już za drzwiami domu. Popędziłam od razu do schroniska dla zwierząt.
*w tym samym czasie*
*Perspektywa Hope*
- Wstawaj. Wstawaj. - w kółko tylko to słowo i trząchanie mną jakbym była nie wiem jakim przedmiotem.
- Czego ? - powiedziałam przekręcając się na drugi bok.
- Usiądź. Musimy ci coś powiedzieć. - nie miałam dziś ochoty na walkę więc posłusznie wstałam. Zgarniając włosy z oczu czekałam na kontynuację. - Z tatą postanowiliśmy, że pojedziemy razem na wakacje.
- To fajnie. Kiedy jedziemy ?
- My to znaczy, że ja i tata. Nie mieliśmy podróży poślubnej i to idealna pora. Jesteś dosyć dorosła. Będziesz mogła temu dowieść. - miło z ich strony że pomyśleli o mnie. Jak zawsze z resztą.
- No dobra, to kiedy wyjeżdżacie ?
- Dziś pod wieczór. Możliwe że znów gdzieś znikniesz i nie będziemy mieli chwili na porozmawianie więc postanowiliśmy to załatwić teraz. Jedziemy na Korfu na 2 i pół tygodnia. Co tydzień będziemy wysyłać ci kieszonkowe na konto. Masz odbierać nasze telefony i pilnować domu pod naszą nieobecność.
- Zrozumiałam. Coś jeszcze ?
- Tak. Jeśli będziesz miała zamiar zrobić jakąś imprezę to bynajmniej posprzątaj tak jak było wcześniej.
- Czyli tak jak zawsze. A teraz was przepraszam, ale muszę się zbierać do pracy. - rodzice wyszli z pokoju i miałam chwilę by się przygotować. Przebrałam się, umalowałam i rozczesałam włosy. Poszłam do kuchni zrobić płatki z mlekiem i patrzyłam się na jeden punkt w kuchni. Odłożyłam miskę i łyżkę do zlewu, pożegnałam się z rodzicami i wyszłam z domu. Zdąrzyłam na autobus i pojechałam prosto do Starbucks'a. Przebrałam się w firmowy uniform i zaczęłam kolejny dzień pracy.
*około 14*
*perspektywa Darcy*
- Pa ! Do jutra ! - krzyknęłam gdy opuszczałam schronisko. Wyjęłam telefon z torby i napisałam sms'a do Belli. " Hej mała ! Co ty na wypad do galerii ? " Doskonale wiem, że nie znosi gdy mówię na nią ''mała''. Nagle usłyszałam jak ktoś trąbi. Odwróciłam się w tamtą stronę, a tam oczywiście mój braciszek. Podeszłam do samochodu i nie zdąrzyłam z nim zamienić zdania kiedy podbiegli do nas paparazzi. Bez zastanowienia weszłam szybko do samochodu, a on ruszył.
- To powiesz mi co tutaj robisz ?
- Starszy braciszek nie może przyjechać po siostrę z pracy ?
- Harry, serio się pytam.
- Nudziło mi się samemu w domu i pomyślałem, ze mogę po ciebie wpaść. Jedziemy gdzieś ? - Miałam odpowiedzieć, ale w tym samym czasie przyszedł mi sms'es " Jestem niska a nie mała. Zapamętaj, bo kiedy porzałujesz. Hahaha Ok :) Może spotkamy się za jakąś godzinkę może półtorej w galerii ? " - To jak ?
- Możemy jechać do galerii - powiedziałm do Harry'ego i napisalam " To jak będziesz już w galerii to pisz mała ;* "
- I co my tam będziemy robić ?
- Może porozmawiamy ? Dawno tego nie robiliśmy. - On tylko kiwnął głowa na 'tak' i milczał aż nie dotarliśmy na miejsce. - To gdzie idziemy ? - powiedziałam wysiadając z samochodu.
- Prowadź. Dziś jestem dla ciebie.
- Słodki jesteś - dałam mu buziaka w policzek i rozczochrałam jego włosy i weszliśmy do środka. - A co ty na to aby iść po kawę i przejrzeć jakieś ciuchy ?
- Wolę posiedzieć.
- Jak księżniczka sobie życzy.
Weszliśmy do Starbucks'a i stanęłam w kolejce, a księżniczka zajęła miejsca. Długo się chociaż nie stało. " To co zawsze poproszę. " powiedziałam i wyjmowałam już portfel z torebki gdy ją usłyszałam
- Sorki Darcy, ale nie wiem co zazwyczaj bierzesz
- Hope ! Co ty tu robisz ?
- Pracuję ! - pokazała oczami szefa przyglądającemu się im. - To co mam przygotować ? - Złożyłam zamówienie i czekałam. Wpadłam na pewien pomysł. Wyjęłam kartkę i napisałam na niej króciutką wiadomość.
- Na jednym mam napisać Darcy, a na drugim ?
- Harry. - nie wiem co jej się stało. Nagle się spięła i nerwowo podała mi kawy. Dałam jej pieniądze wraz z ta karteczką i skierowałam się w kierunku Harry'ego. Co za człowiek chwili bez telefonu nie wytrzyma.
- Z kim tak namiętnie sms'ujesz ?
*perspektywa Harry'ego*
- Z kim tak namiętnie sms'ujesz ?
- A już nie ważne. - odłożyłem telefon i zacząłem rozmawiać jak za dawnych czasów z siostrzyczką.
______________________________________________
No to witam z powrotem po wakacjach ! Postanowiłam, że będę częściej dodawać rozdziały, więc może będziecie jakoś chętniej wchodzić na bloga :) Kocham was ♥ !
wtorek, 17 września 2013
piątek, 5 lipca 2013
Rozdział 10 cz. 1
- Jesteś jej nową koleżaneczką, a nie masz jej numeru ? - i znowu ten szorstki ton. Coś mi się zdaje że niedługo będzie jednym z moich wrogów z takim zachowaniem. Olałam to pytanie i zaczęłam rozmawiać z Jane. Chłopak zniknął mi z widoku co oznacza, ze mogę spokojnie czekać na Darcy. Po 5 minutach przyszła z jakąś dziewczyną. Przyjrzałam się jej i okazało się że to Bella. ALE JAK TO ?! pomyślałam od razu. Myślałam że ona jest tylko w mojej głowie. Myślałam że naprawdę nie istnieje a tu coś takiego ?! Dziewczyna pożegnała się z przyjaciółką, która opuściła mieszkanie Styles'ów... Siostra Hazzy gdy tylko mnie zauważyła w salonie na sofie zdziwiła się. Wcale się jej nie dziwie. Podeszłam do niej i się mocno przytuliłam. Nawet nie wiem czemu zaczęłam płakać. Ta złapała mnie za ramiona i popatrzyła mi się prosto w oczy, które same z siebie mówiły " Proszę zrób coś. " Ona znowu mnie przytuliła i zaczęła głaskać po głowie. Jane nadal siedziała w kuchni, pewnie nie chciała nam przeszkadzać. Ale już nasz złośliwiec zszedł z góry i musiał to wszystko skomentować.
- Aww jakie to słodkie. - było by okej gdyby nie jego ton. Co jemu tak właściwie nie pasuje ? Darcy spojrzała się na niego wrogo i szepnęła mi do ucha " Nie przejmuj się nim. " Kiwnęłam głowa na tak i skierowałam swój wzrok na Harre'go.
- Ej Styles ? Możesz mi coś powiedzieć ? chłopak który siadał na sofie znowu podszedł do nas.
- Co gówniaro ?
- Czemu ty taki jesteś ? - spojrzałam w jego zielone oczy. Czasami chce go zabić a czasami przytulić i być przy nim.
- O co ci znowu chodzi ? - Zrobił krok w moja stronę i stał z 10 cm ode mnie.
- Pytam się po rak kolejny. Czemu ty taki jesteś ? powiedziałam tak samo szorstko jak on za każdym razem. On po raz kolejny zrobił krok w moją stronę. Teraz czułam jego oddech na szyi. Jego oczy mnie tak przeszyły że oddech stał się szybszy a mnie zatkało. Chłopak przekręcił głowę w lewą stronę i przyłożył dłoń do mojego polika. Wytarł łzę i znowu spojrzał się na mnie tak że mogłaby umrzeć. Miałam ochotę wspiąć się do jego ust i się od nich nie odrywać. On odszedł i poszedł usiąść na sofę. Stałabym tam tak długo, żeby to wszystko powtórzyć ale Darcy pociągnęła mnie za rękę i poszłyśmy do niej do pokoju. Zaczęłam jej wszystko opowiadać co zdarzyło się dzisiejszego ranka. Ona mnie pocieszała. Teraz pozostaje mi tylko ona. I nagle zobaczyła pierścionek, którego już jakoś nie miałam zamiaru zdejmować. Wzięła moją rękę w dłoń i z wielkimi oczami zapytała się
- Skąd ty go masz ?
- To dziwnie zabrzmi ale sama nie wiem... Nocowałam u Lili i śniło mi się że idę z jakąś dziewczyną, jak się teraz okazuje, pod twój dom. Nie miałam bladego pojęcia co ja tam robię. Gdy tu doszłam z jakąś dziewczyną dowiedziałam się że to Bella. Dała mi ten pierścionek abym pamiętała o tym miejscu. W kółko pytała się mnie czy je kojarzę. Zawsze jej zaprzeczałam. Gdy dziś zauważyłam ciebie i ją w drzwiach to się przestraszyłam. Nie wiem co z tym wszystkim zrobić. Tu się dzieje naprawdę coś złego. - dziewczyna siedziała z otwartymi ustami i słuchała mnie uważnie. Wstała i zaczęła robić kółka po pokoju nerwowo obgryzając paznokcie.
* w tym samym czasie *
* perspektywa Harry'ego *
Sam nie wiem czemu się tak zachowuję. Czuje do niej coś takiego dziwnego. Siedziałem na tej sofie oglądając jakieś głupie programy i nie mogłem się skupić na jednym. Tylko czemu akurat ona mnie tak intryguje. Nie jest kompletnie w moim typie. Nagle usłyszałem czyjeś kroki po schodach. Odwróciłem głowę w prawo i zauważyłem ją i moja siostrę. Po ich minie można by było wywnioskować że nie jest za dobrze. One szybko wybiegły z domu a ja postanowiłem zrobić coś czego nigdy więcej miałem nie robić po ' wpatce '. Idąc za nimi nie zauważalnie i w lekkim oddaleniu schowałem głowę w kaptur i teraz myślałem o tej ' wpatce'. Kiedy byłem z Angelic'ą w związku to moje relacje z nią i najlepszym kumplem jakoś się pogorszy po około miesiącu związku. Przez przypadek zauważyłem mojego kumpla jak wychodzi z domu z kwiatami. Miałem do niego iść i się doradzić. Ale skoro poszedł to coś mnie ciągnęło i poszedłem za nim. Nie wiedziałem czemu akurat kierował się do domu mojej dziewczyny. Stojąc za krzakami i przyglądając się wszystkiemu z boku zrozumiałem co tu się dzieje. Oni po prostu mnie zdradzali. Gdy zauważyłem jak się zaczynają całować wyskoczyłem z kryjówki i zaczęłem na nich wrzeszczeć. Po tym wszystkim zerwałem z Angelic'ą a z Tom'em straciłem wszelkie kontakty. Nie chce go do dziś znać. Teraz jestem samotny jeśli chodzi o dziewczynę i przyjaciół. Może dlatego właśnie jestem taki szorstki dla koleżanki Darcy. Sam już nie wiem. Z tego co zauważyłem dziewczyny poszły do Belli. Nie rozumiem szczerze ich zamiarów. Nie ważne z resztą. Przeszedłem obok jej domu i u siadłem na chodniku. Napisałem tylko sms'a do Louis'a " Czy możesz znaleźć dla mnie chwile czasu ? " Po napisaniu wiadomości rozejrzałem się i zauważyłem że żadna fanka mnie nie prześladuje. Nawet nie wiem czy można tak to nazwać. To jeszcze dziwne że mnie nie znalazły. Chyba coś im się stało. Ale lepiej dla mnie. Po chwili Loui odpowiedział " Jestem blisko twojego domu i mogę po ciebie wpaść :) " Odpisałem mu " Jestem koło domu Belli. Nie raz tam zawoziliśmy Darcy. Będę na ciebie czekał " Długo to nie zajęło zanim Louis po mnie przyjechał i ja wsiadłem do auta. Pojechaliśmy do niego do mieszkania. Dziewczyny się ze mną przywitały. Poszliśmy do kuchni zrobić sobie po herbacie. Wzieliśmy kubki i poszliśmy do pokoju Tomm'a. Dawno tu nie byłem. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to było to cała ściana ze zdjęciami. Nasze wspólne zdjęcia, jego wraz z siostrami.. Wszystko ładnie to wglądało. Przejrzałem ścianę popijając herbatę z cukrem i jedno zdjecie mnie zainteresowało. Był na im mój przyjaciel i Eleanor.
- Jak się wam układa ? - powiedziałem siadając na fotelu przy balkonie. Chłopak dosiadł się do mnie i zaczął mi się zwierzać.
- Sam już nie wiem. Wcześniej było ok, ale teraz coś się psuje. Nie wiem czy długo ona jeszcze ze mną wytrzyma. Zmieniłem się. Każdy to zauważył i na pewno ty też. Zacząłem trochę więcej pić i jej to za bardzo nie pasuje. Nie wiem czy z nią zerwać czy lepiej się z nią pomęczyć jeszcze trochę i mieć spokój z mediami. Będzie kolejna afera, ze jestem świnią i zostawiam dziewczyny co chwila. - słyszałem jak jego głos się załamywał. Współczuje mu, bo to prawda. Czego by nie zrobił to wszystko będzie źle.
- Ja na twoim miejscu bym z nią zerwał. Pamiętaj, że jakby co to masz mnie, przyjaciół i rodzinę która będzie cię wspiera w każdym wyborze. A z resztą zrób to co uważasz. - posłałem mu szczery uśmiech i przytuliłem go.
- Dzięki Harry. Naprawdę mi pomogłeś. No dobra to teraz mów co ci leży na sercu.
- No bo to jest jakieś dziwne. Moja siostra ma nową koleżanke. Nawet nie wiem jak się nazywa, ale to na razie mi nie przeszkadza. Pierwszy raz ją spotkałem gdy się mijaliśmy w drzwiach od mojego domu. Akurat wychodziła z jakąś blondynką od Darcy. Patrzyłem się jej prosto w oczy i coś dziwne poczułem w brzuchu. Następnym razem spotkałem ją dzisiaj. Czekała z Jane w kuchni i nie wiem czemu byłem dla niej szorstki. Gdy zszedłem do salonu. Ona i Darcy stały i ta dziewczyna płakała, nawet nie wiem czemu. Siostra ją pocieszała, a gdy miałem już usiąść na sofie i coś tam oglądać to ta się mnie zapytała czemu ja taki jestem. Nie wiedziałem o co jej chodzi i odpysknąłem, ale potem poczułem się z tym źle. Gdy ona jeszcze raz się mnie o to spytała podszedłem do niej. Byłem jej tak blisko. Wytarłem jej łzę z polika i miałem ochotę ją pocałować. Ale zrezygnowałem i poszedłem na sofę zostawiając ją zmieszaną przy Darcy.
- Uuuuu widzę, że się zakochałeś. Chociaż dowiedź się jak ma na imię.
- Oj daj spokój stary. - powiedziałem śmiejąc się. Rozmawialiśmy jeszcze o powrocie do reszty chłopaków i zrobiło się już trochę późno. Loui mnie podwiózł do domu w którym od razu zauważyłem Darcy i Jane oglądające jakiś film. Przysiadłem się z wielką chęcią do nich i po jakimś czasie zasnąłem.
-------------------------------------------------------------------------------------------
Dawno już nic nie dodawałam i przepraszam, ze taki krótki :/ Mam nadzieje, że ten rozdział wam się podoba * nerwowo się zastanawia *
- Aww jakie to słodkie. - było by okej gdyby nie jego ton. Co jemu tak właściwie nie pasuje ? Darcy spojrzała się na niego wrogo i szepnęła mi do ucha " Nie przejmuj się nim. " Kiwnęłam głowa na tak i skierowałam swój wzrok na Harre'go.
- Ej Styles ? Możesz mi coś powiedzieć ? chłopak który siadał na sofie znowu podszedł do nas.
- Co gówniaro ?
- Czemu ty taki jesteś ? - spojrzałam w jego zielone oczy. Czasami chce go zabić a czasami przytulić i być przy nim.
- O co ci znowu chodzi ? - Zrobił krok w moja stronę i stał z 10 cm ode mnie.
- Pytam się po rak kolejny. Czemu ty taki jesteś ? powiedziałam tak samo szorstko jak on za każdym razem. On po raz kolejny zrobił krok w moją stronę. Teraz czułam jego oddech na szyi. Jego oczy mnie tak przeszyły że oddech stał się szybszy a mnie zatkało. Chłopak przekręcił głowę w lewą stronę i przyłożył dłoń do mojego polika. Wytarł łzę i znowu spojrzał się na mnie tak że mogłaby umrzeć. Miałam ochotę wspiąć się do jego ust i się od nich nie odrywać. On odszedł i poszedł usiąść na sofę. Stałabym tam tak długo, żeby to wszystko powtórzyć ale Darcy pociągnęła mnie za rękę i poszłyśmy do niej do pokoju. Zaczęłam jej wszystko opowiadać co zdarzyło się dzisiejszego ranka. Ona mnie pocieszała. Teraz pozostaje mi tylko ona. I nagle zobaczyła pierścionek, którego już jakoś nie miałam zamiaru zdejmować. Wzięła moją rękę w dłoń i z wielkimi oczami zapytała się
- Skąd ty go masz ?
- To dziwnie zabrzmi ale sama nie wiem... Nocowałam u Lili i śniło mi się że idę z jakąś dziewczyną, jak się teraz okazuje, pod twój dom. Nie miałam bladego pojęcia co ja tam robię. Gdy tu doszłam z jakąś dziewczyną dowiedziałam się że to Bella. Dała mi ten pierścionek abym pamiętała o tym miejscu. W kółko pytała się mnie czy je kojarzę. Zawsze jej zaprzeczałam. Gdy dziś zauważyłam ciebie i ją w drzwiach to się przestraszyłam. Nie wiem co z tym wszystkim zrobić. Tu się dzieje naprawdę coś złego. - dziewczyna siedziała z otwartymi ustami i słuchała mnie uważnie. Wstała i zaczęła robić kółka po pokoju nerwowo obgryzając paznokcie.
* w tym samym czasie *
* perspektywa Harry'ego *
Sam nie wiem czemu się tak zachowuję. Czuje do niej coś takiego dziwnego. Siedziałem na tej sofie oglądając jakieś głupie programy i nie mogłem się skupić na jednym. Tylko czemu akurat ona mnie tak intryguje. Nie jest kompletnie w moim typie. Nagle usłyszałem czyjeś kroki po schodach. Odwróciłem głowę w prawo i zauważyłem ją i moja siostrę. Po ich minie można by było wywnioskować że nie jest za dobrze. One szybko wybiegły z domu a ja postanowiłem zrobić coś czego nigdy więcej miałem nie robić po ' wpatce '. Idąc za nimi nie zauważalnie i w lekkim oddaleniu schowałem głowę w kaptur i teraz myślałem o tej ' wpatce'. Kiedy byłem z Angelic'ą w związku to moje relacje z nią i najlepszym kumplem jakoś się pogorszy po około miesiącu związku. Przez przypadek zauważyłem mojego kumpla jak wychodzi z domu z kwiatami. Miałem do niego iść i się doradzić. Ale skoro poszedł to coś mnie ciągnęło i poszedłem za nim. Nie wiedziałem czemu akurat kierował się do domu mojej dziewczyny. Stojąc za krzakami i przyglądając się wszystkiemu z boku zrozumiałem co tu się dzieje. Oni po prostu mnie zdradzali. Gdy zauważyłem jak się zaczynają całować wyskoczyłem z kryjówki i zaczęłem na nich wrzeszczeć. Po tym wszystkim zerwałem z Angelic'ą a z Tom'em straciłem wszelkie kontakty. Nie chce go do dziś znać. Teraz jestem samotny jeśli chodzi o dziewczynę i przyjaciół. Może dlatego właśnie jestem taki szorstki dla koleżanki Darcy. Sam już nie wiem. Z tego co zauważyłem dziewczyny poszły do Belli. Nie rozumiem szczerze ich zamiarów. Nie ważne z resztą. Przeszedłem obok jej domu i u siadłem na chodniku. Napisałem tylko sms'a do Louis'a " Czy możesz znaleźć dla mnie chwile czasu ? " Po napisaniu wiadomości rozejrzałem się i zauważyłem że żadna fanka mnie nie prześladuje. Nawet nie wiem czy można tak to nazwać. To jeszcze dziwne że mnie nie znalazły. Chyba coś im się stało. Ale lepiej dla mnie. Po chwili Loui odpowiedział " Jestem blisko twojego domu i mogę po ciebie wpaść :) " Odpisałem mu " Jestem koło domu Belli. Nie raz tam zawoziliśmy Darcy. Będę na ciebie czekał " Długo to nie zajęło zanim Louis po mnie przyjechał i ja wsiadłem do auta. Pojechaliśmy do niego do mieszkania. Dziewczyny się ze mną przywitały. Poszliśmy do kuchni zrobić sobie po herbacie. Wzieliśmy kubki i poszliśmy do pokoju Tomm'a. Dawno tu nie byłem. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to było to cała ściana ze zdjęciami. Nasze wspólne zdjęcia, jego wraz z siostrami.. Wszystko ładnie to wglądało. Przejrzałem ścianę popijając herbatę z cukrem i jedno zdjecie mnie zainteresowało. Był na im mój przyjaciel i Eleanor.
- Jak się wam układa ? - powiedziałem siadając na fotelu przy balkonie. Chłopak dosiadł się do mnie i zaczął mi się zwierzać.
- Sam już nie wiem. Wcześniej było ok, ale teraz coś się psuje. Nie wiem czy długo ona jeszcze ze mną wytrzyma. Zmieniłem się. Każdy to zauważył i na pewno ty też. Zacząłem trochę więcej pić i jej to za bardzo nie pasuje. Nie wiem czy z nią zerwać czy lepiej się z nią pomęczyć jeszcze trochę i mieć spokój z mediami. Będzie kolejna afera, ze jestem świnią i zostawiam dziewczyny co chwila. - słyszałem jak jego głos się załamywał. Współczuje mu, bo to prawda. Czego by nie zrobił to wszystko będzie źle.
- Ja na twoim miejscu bym z nią zerwał. Pamiętaj, że jakby co to masz mnie, przyjaciół i rodzinę która będzie cię wspiera w każdym wyborze. A z resztą zrób to co uważasz. - posłałem mu szczery uśmiech i przytuliłem go.
- Dzięki Harry. Naprawdę mi pomogłeś. No dobra to teraz mów co ci leży na sercu.
- No bo to jest jakieś dziwne. Moja siostra ma nową koleżanke. Nawet nie wiem jak się nazywa, ale to na razie mi nie przeszkadza. Pierwszy raz ją spotkałem gdy się mijaliśmy w drzwiach od mojego domu. Akurat wychodziła z jakąś blondynką od Darcy. Patrzyłem się jej prosto w oczy i coś dziwne poczułem w brzuchu. Następnym razem spotkałem ją dzisiaj. Czekała z Jane w kuchni i nie wiem czemu byłem dla niej szorstki. Gdy zszedłem do salonu. Ona i Darcy stały i ta dziewczyna płakała, nawet nie wiem czemu. Siostra ją pocieszała, a gdy miałem już usiąść na sofie i coś tam oglądać to ta się mnie zapytała czemu ja taki jestem. Nie wiedziałem o co jej chodzi i odpysknąłem, ale potem poczułem się z tym źle. Gdy ona jeszcze raz się mnie o to spytała podszedłem do niej. Byłem jej tak blisko. Wytarłem jej łzę z polika i miałem ochotę ją pocałować. Ale zrezygnowałem i poszedłem na sofę zostawiając ją zmieszaną przy Darcy.
- Uuuuu widzę, że się zakochałeś. Chociaż dowiedź się jak ma na imię.
- Oj daj spokój stary. - powiedziałem śmiejąc się. Rozmawialiśmy jeszcze o powrocie do reszty chłopaków i zrobiło się już trochę późno. Loui mnie podwiózł do domu w którym od razu zauważyłem Darcy i Jane oglądające jakiś film. Przysiadłem się z wielką chęcią do nich i po jakimś czasie zasnąłem.
-------------------------------------------------------------------------------------------
Dawno już nic nie dodawałam i przepraszam, ze taki krótki :/ Mam nadzieje, że ten rozdział wam się podoba * nerwowo się zastanawia *
czwartek, 27 czerwca 2013
Rozdział 9
Nie chcę stąd odchodzić, ale ja niestety nie podejmuję ostatecznej decyzji. Spojrzałam na zegarek i się zdziwiłam, że jest tak późno. Wzięłam do ręki ręcznik i poszłam się wykąpać. Chciałam o niczym teraz ni myśleć. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Strumień gorącej wody lał się po moim ciele zostawiając uczucie szczypania. Umyłam się, wytarłam i otuliłam ręcznikiem. Wyszłam z łazienki i poszłam do siebie. Zamknęłam drzwi i przebrałam się w piżamę. Ręcznik powiesiłam na oparciu krzesła na które właśnie usiadłam. Wyjęłam kartkę, długopis i zaczęłam pisać list.
" Hope...
To wszystko stało się tak szybko. Dokładnie po tym jak poszłaś do domu. Dowiedziałam się, że wjeżdżam na zawsze. Wiem, że teraz masz zły w oczach. Proszę. Nie płacz. Gdybym ja decydowała o tym wszystkim na pewno bym została i ciebie nigdy nie opuszczała, ale to jest szansa dla taty. Dobrze wiesz jakie mieliśmy życie. Znasz mnie nie od dziś i zapewne wiesz, że tak samo ciężko znoszę to jak i ty. Ale proszę, nie poddawaj się. Pokonasz wszystko co cie napotka na drodze życia. Przepraszam, że pisze akurat list i zostawiam go w takim miejscu, ale nie potrafiłabym patrzeć na ciebie jak płaczesz i tak po prostu odejść.To by było najgorsze... Obiecuję, że kiedyś tu wrócę i ci to wszystko wynagrodzę. Jeszcze raz przepraszam.
Ps. Wylatuję o 10 do Kanady. Będę tęsknić i tylko gdy będę miała chwilę zadzwonię..
Lili xx "
Odłożyłam długopis i złożyłam list. Na wierzchu napisałam " Do Hope ". Ze smutkiem powędrowałam do łóżka. Wtuliłam się w poduszki i zasnęłam. Ostatnia noc w moim łóżku, moim pokoju, moim domu, moim mieście, mojej miejscowości. Długo nie mogłam zasnąć, ale nareszcie się udało.
* godzina 6 rano *
- Głupi budzik - wybrzdąkałam pod nosem wyłączając go. Ospale wstałam, wzięłam ubrania oraz kosmetyki i poszłam do łazienki. Ten leń jeszcze śpi. Szybki prysznic i teraz tylko wyszyć włosy, ubrać się i zrobić lekki makijaż. Zajęło mi to z 40 min, ale chociaż byłam już gotowa. Odłożyłam rzeczy do pokoju. Wzrokiem omijałam walizki, by nie posmutnieć. Weszłam jak jakiś morderca do pokoju John'a krzycząc " Na podłogę i 20 pąpek ! Raz !! " Przestraszyłam go. Moje pobudki zawsze działały :) Stanął na równe nogi, rozciągnął się i bezczelnie wygonił mnie z pokoju. Nie wiedząc co mam już ze sobą robić poszłam na dół do kuchni. Siedzieli już tam rodzice. Wzięłam miskę, mleko, płatki i poszłam do salonu. Włączyłam telewizor i zrobiłam sobie śniadanie. Przełączyłam na program muzyczny i sięgnęłam po miskę. " Harry Styles, Niall Horan, Zayn Malik, Liam Payne oraz Louis Tomlinson, czyli One Direction wrócili do rodzinnych domów. Chłopaki mają wolne kilka dni. " I wtedy mnie olśniło. Wczoraj mijałyśmy w drzwiach Stylesa ! Wiedziałam, że skądś go znam. Zadzwoniłabym teraz do Hope, ale jednak sobie to odpuszczę. Niedługo i tak pewnie się dowie. Poszłam odłożyć naczynie i jedzenie na swoje miejsce.
- Za 30 minut przyjedzie po nas taksówka. - powiedziała mama. Miałam jeszcze 30 minut na spędzenie jednych z ostatnich minut w domu. Nie wiedziałam co ze sobą począć. Weszłam na górę i rzuciłam się na łóżko. W tej chwili zastanawiało mnie tylko jak zareaguje na to wszystko Hope. Miałyśmy się dziś spotkać przed moim domem o 9, a potem poszłybyśmy do pracy... Ale wyjazd wszystko zepsuł. Dobra. Nie będę myśleć negatywnie. Może poznam tam kogoś takiego jak ona ? " Puk, puk " po usłyszeniu tego drzwięku zerwałam się z łózka i stanęłam kilka metrów na przeciwko taty.
- Pomóż mi znieść te wszystkie walizki. - stwierdził podnosząc moją największą torbę. Przytaknęłam głową i zniosłam na dół 2 małe walizki. Wróciłam się na górę po torbę podręczną i list dla Hope. Stanęłam w drzwiach od pokoju. Odwróciłam się twarzą do niego i ostatni raz się rozejrzałam po nim. Zamknęłam mocniej powieki i przygryzłam dolna wargę. Chciałabym żeby to był tylko sen. Poczułam na plecach czyjąś rękę. A potem szept do ucha " Wiem, że to cie bardzo boli, ale musimy juz jechać ". W tym momencie głos John'a był opiekuńczy jak wczoraj. Odwróciłam się i go przytuliłam. Od wczoraj zbliżyliśmy się do siebie jeśli chodzi o rodzeństwo. Wzięłam głęboki oddech i poszłam na dół. Tata rozmawiał o czymś z kierowcą, a mama czekała przed drzwiami. John poszedł do taty, a ja zostałam z mamą. Zaczęła zamykać drzwi.
- Mam dla Hope list. - stwierdziłam pokazując go. Popatrzyła się na niego, a potem na mnie i odeszła. Czasami się zastanawiam po co ja mówię i robię poniektóre rzeczy niepotrzebnie. Czyli wolna ręka gdzie to zostawiam. Jakiś plus. Wsunęłam go lekko pod wycieraczkę. Kiedy Hope tu po mnie przyjdzie to go na pewno zauważy. Skierowałam się w stronę taxówki. Usiadłam na tylnym siedzeniu koło brata. Odjeżdżając patrzyłam się cały czas na dom, aż do chwili gdy zniknął mi z oczu. Usiadłam normalnie. Założyłam słuchawki i miałam na teraźniejszą chwile wszystko gdzieś. Dotarliśmy na lotnisko, daliśmy bagaże do sprawdzenia i czekaliśmy już tylko na wylot.
* w tym samym czasie z perspektywy Hope *
Usiadłam na łóżku i się przeciągnęłam. Szybka poranna kąpiel i czułam się już o wiele lepiej. Poszłam na śniadanie i o 8:30 byłam już gotowa. Spokojnym kroczkiem poszłam w kierunku domu Lili. Po 20 minutach byłam juz na miejscu. Czekałam 5 minut na chodniku, ale coś mnie zainteresowało. Dokładnie ta cisza. Zawsze słychać jakieś ciche rozmowy. Na dodatek była jakaś kartka pod wycieraczką. Wiem, że nie powinnam ale podeszłam i ją podniosłam.
- Do mnie ? - zdziwiłam się. Przecież to dom Robinsonów. Otworzyłam go i zaczęłam czytać.
" Hope... .... " Gdy skończyłam go czytać byłam załamana. Usiadłam na ganku i po policzkach spłynęła mi łza. Nie. To niemożliwe. Wyjęłam telefon z kieszeni i zadzwoniłam do Lili. Nie odbiera. Przeklinałam w myślach żeby odebrała. Dzwoniłam do niej kilka razy, ale żadnej odpowiedzi. Wybrałam numer John'a. Pierwszy sygnał, drugi...
- Halo. - usłyszałam jego lekko spięty głos
- Czy mógłbyś dać telefon Lili ? - mówiłam przez płacz
- Tylko nie płacz. Już ją daje. - uspokajające słowa chłopka, lekki szum w słuchawce i jej głos.
- Hope.. Nie płacz, bo ja też zacznę. - mówiła już z kulą w gardle przyjaciółka
- Czemu nie zadzwoniłaś ? - zapytałam się jej nadal przez płacz.
- Czytałaś list. Chciałam uniknąć właśnie czegoś takiego. - próbowałam opanować płacz i chociaż porozmawiać z nią przez chwile spokojnie.
- Ok.. To trudne, ale już się uspokajam. Zdenerwowana lotem ? - chciałam jak najszybciej zmienić temat.
- Troszkę. To mój pierwszy raz będzie. - pocieszałam ją i rozmawiałam jeszcze przez kilka minut dopóki nie usłyszałam głosu jej mamy w tle " Lil kończ już. Za chwile będziemy szli do samolotu. "
- Będę musiała..
- Słyszałam twoją mamę. Idź i pamiętaj. Dzwoń jak będziesz miała chwile wolnego.
- I ty także.
- Obiecuje.
- Ja także. A i przypomniało mi się coś. Chłopak którego wczoraj mijałyśmy w drzwiach to Harry Styl.. - Dźwięk rozłączonego telefonu. Prawdopodobnie John nas rozłączył. Starszy przystojny gówniarz. " Nie pożegnałam się z nim. Słownie przecież nie musi być." pomyślałam i napisałam do niego sms'a " Będę tęsknić za tobą. Miłego i spokojnego lotu. Nie zapomnij o mnie tylko. Jak przyjedziesz do mnie w odwiedziny chcę jakieś pamiątki. " I wysłałam. Ten jak zwykle pewnie nie ma nic na koncie i kij z odpowiedzi. Wystarczy mi juz ta myśl, że przeczytał to i na pewno się uśmiecha do telefonu. A teraz rzeczywistość. Nie powiem, że ta wiadomość o Harry'm przeszła spokojnie przez moją głowę. Wręcz przeciwnie. Jego twarz od wczoraj została w pamięci i nie chce wyjść. Śnił mi się dzisiejszej nocy. Chyba się nim zauroczyłam. Oby, bo na razie nie szukam żadnego chłopaka. Jeszcze trochę i zapomnę o tamtym gnojku. Było minęło. Nie odwrócę już czasu. Rozejrzałam się dookoła siebie i odetchnęłam. Wstałam i poszła do pracy. Nie za bardzo chce tam być sama. Nie będę z kim miała rozmawiać na przerwach. Znów będę samotna. Ja to mam po prostu genialne szczęście -.- Siedziałam w tej pracy już dosyć długo. Teraz mam już czas wolny. Weszłam do domu i poszłam prosto do siebie. Usiadłam na łóżku i myślałam czy nie pójść do Darcy. " A niech mi tam. Jakby jej nie było to wrócę tutaj z powrotem " Poszłam poprawić makijaż i skierowałam się do kuchni. Napiłam się trochę soku jabłkowego i mijając mamę powiedziałam jej że wybieram się do Darcy. Po jej minie stwierdziłam że się cieszy, a za razem smuci. My kobiety jesteśmy dosyć dziwne. Wyszłam z domu i pierwsze co to włożyłam słuchawki do uszy i ruszyłam w kierunku domu dawnej przyjaciółki. Po krótkim czasie doszłam do drzwi. Zapukałam do nich i otworzyła je Jane.
- Witaj, Hope. Proszę wejdź.
- Dzień dobry, Jane. Dziękuję - powiedziałam i weszłam do środka.
- Chcesz się czegoś może napić, albo zjeść ?
- Piłam przed wyjściem, ale zapomniałam zjeść. Trochę głupio wyszło.
- Nic nie szkodzi. Choć ze mną do kuchni i powiesz z czym chcesz kanapki. Przytaknęłam i poszłam za jej śladami do pomieszczenia.
- Tak praktycznie to przyszłam do Darcy. - powiedziałam juz po jedzeniu kanapek.
- Jej nie ma. - usłyszałam zza pleców męski, lekko zachrypnięty, głos. Przeszły mnie ciarki. Miłe ciarki. Odwróciłam się w jego stronę.
- A nie wiesz kiedy ona wróci ? - czekałam na jego odpowiedź jak na nic innego. Boże, co ja wygaduje.
- Zadzwoń, a się dowiesz. - jego szorstki ton w tym zdaniu mnie odrzucił od niego. Zwróciłam się w kierunku Jane.
- Przepraszam. Mogłabym poprosić od pani numer Darcy ? - kobieta dała mi swój telefon z numerem wnuczki. Wstukałam go do swojego i zadzwoniłam
- Tak ? Kto tam ?
- Przepraszam, że do ciebie dzwonie. Za ile będziesz w domu ?
- Hope, to ty ?
- Taak. To za ile będziesz ?
- Za niecałe 15 min. A po co ci to ?
- Naprawdę na nic. Wracaj. - powiedziałam ostanie słowo i się rozłączyłam. Oddałam Jane telefon i odwróciłam się w stronę Harry'ego.
- Jesteś jej nową koleżaneczką, a nie masz jej numeru ? - i znowu ten szorstki ton. Coś mi się zdaje że niedługo będzie jednym z moim wrogów z taki zachowanie. Olałam to pytanie i zaczęłam rozmawiać z Jane. Chłopak zniknął mi z widoku co oznacza, ze mogę spokojnie czekać na Darcy.
------------------------------------------------------------------------------------------
Zepsułam ten rozdział :/ Przepraszam za to i dziękuję, że wgl. ktoś to czyta :)
" Hope...
To wszystko stało się tak szybko. Dokładnie po tym jak poszłaś do domu. Dowiedziałam się, że wjeżdżam na zawsze. Wiem, że teraz masz zły w oczach. Proszę. Nie płacz. Gdybym ja decydowała o tym wszystkim na pewno bym została i ciebie nigdy nie opuszczała, ale to jest szansa dla taty. Dobrze wiesz jakie mieliśmy życie. Znasz mnie nie od dziś i zapewne wiesz, że tak samo ciężko znoszę to jak i ty. Ale proszę, nie poddawaj się. Pokonasz wszystko co cie napotka na drodze życia. Przepraszam, że pisze akurat list i zostawiam go w takim miejscu, ale nie potrafiłabym patrzeć na ciebie jak płaczesz i tak po prostu odejść.To by było najgorsze... Obiecuję, że kiedyś tu wrócę i ci to wszystko wynagrodzę. Jeszcze raz przepraszam.
Ps. Wylatuję o 10 do Kanady. Będę tęsknić i tylko gdy będę miała chwilę zadzwonię..
Lili xx "
Odłożyłam długopis i złożyłam list. Na wierzchu napisałam " Do Hope ". Ze smutkiem powędrowałam do łóżka. Wtuliłam się w poduszki i zasnęłam. Ostatnia noc w moim łóżku, moim pokoju, moim domu, moim mieście, mojej miejscowości. Długo nie mogłam zasnąć, ale nareszcie się udało.
* godzina 6 rano *
- Głupi budzik - wybrzdąkałam pod nosem wyłączając go. Ospale wstałam, wzięłam ubrania oraz kosmetyki i poszłam do łazienki. Ten leń jeszcze śpi. Szybki prysznic i teraz tylko wyszyć włosy, ubrać się i zrobić lekki makijaż. Zajęło mi to z 40 min, ale chociaż byłam już gotowa. Odłożyłam rzeczy do pokoju. Wzrokiem omijałam walizki, by nie posmutnieć. Weszłam jak jakiś morderca do pokoju John'a krzycząc " Na podłogę i 20 pąpek ! Raz !! " Przestraszyłam go. Moje pobudki zawsze działały :) Stanął na równe nogi, rozciągnął się i bezczelnie wygonił mnie z pokoju. Nie wiedząc co mam już ze sobą robić poszłam na dół do kuchni. Siedzieli już tam rodzice. Wzięłam miskę, mleko, płatki i poszłam do salonu. Włączyłam telewizor i zrobiłam sobie śniadanie. Przełączyłam na program muzyczny i sięgnęłam po miskę. " Harry Styles, Niall Horan, Zayn Malik, Liam Payne oraz Louis Tomlinson, czyli One Direction wrócili do rodzinnych domów. Chłopaki mają wolne kilka dni. " I wtedy mnie olśniło. Wczoraj mijałyśmy w drzwiach Stylesa ! Wiedziałam, że skądś go znam. Zadzwoniłabym teraz do Hope, ale jednak sobie to odpuszczę. Niedługo i tak pewnie się dowie. Poszłam odłożyć naczynie i jedzenie na swoje miejsce.
- Za 30 minut przyjedzie po nas taksówka. - powiedziała mama. Miałam jeszcze 30 minut na spędzenie jednych z ostatnich minut w domu. Nie wiedziałam co ze sobą począć. Weszłam na górę i rzuciłam się na łóżko. W tej chwili zastanawiało mnie tylko jak zareaguje na to wszystko Hope. Miałyśmy się dziś spotkać przed moim domem o 9, a potem poszłybyśmy do pracy... Ale wyjazd wszystko zepsuł. Dobra. Nie będę myśleć negatywnie. Może poznam tam kogoś takiego jak ona ? " Puk, puk " po usłyszeniu tego drzwięku zerwałam się z łózka i stanęłam kilka metrów na przeciwko taty.
- Pomóż mi znieść te wszystkie walizki. - stwierdził podnosząc moją największą torbę. Przytaknęłam głową i zniosłam na dół 2 małe walizki. Wróciłam się na górę po torbę podręczną i list dla Hope. Stanęłam w drzwiach od pokoju. Odwróciłam się twarzą do niego i ostatni raz się rozejrzałam po nim. Zamknęłam mocniej powieki i przygryzłam dolna wargę. Chciałabym żeby to był tylko sen. Poczułam na plecach czyjąś rękę. A potem szept do ucha " Wiem, że to cie bardzo boli, ale musimy juz jechać ". W tym momencie głos John'a był opiekuńczy jak wczoraj. Odwróciłam się i go przytuliłam. Od wczoraj zbliżyliśmy się do siebie jeśli chodzi o rodzeństwo. Wzięłam głęboki oddech i poszłam na dół. Tata rozmawiał o czymś z kierowcą, a mama czekała przed drzwiami. John poszedł do taty, a ja zostałam z mamą. Zaczęła zamykać drzwi.
- Mam dla Hope list. - stwierdziłam pokazując go. Popatrzyła się na niego, a potem na mnie i odeszła. Czasami się zastanawiam po co ja mówię i robię poniektóre rzeczy niepotrzebnie. Czyli wolna ręka gdzie to zostawiam. Jakiś plus. Wsunęłam go lekko pod wycieraczkę. Kiedy Hope tu po mnie przyjdzie to go na pewno zauważy. Skierowałam się w stronę taxówki. Usiadłam na tylnym siedzeniu koło brata. Odjeżdżając patrzyłam się cały czas na dom, aż do chwili gdy zniknął mi z oczu. Usiadłam normalnie. Założyłam słuchawki i miałam na teraźniejszą chwile wszystko gdzieś. Dotarliśmy na lotnisko, daliśmy bagaże do sprawdzenia i czekaliśmy już tylko na wylot.
* w tym samym czasie z perspektywy Hope *
Usiadłam na łóżku i się przeciągnęłam. Szybka poranna kąpiel i czułam się już o wiele lepiej. Poszłam na śniadanie i o 8:30 byłam już gotowa. Spokojnym kroczkiem poszłam w kierunku domu Lili. Po 20 minutach byłam juz na miejscu. Czekałam 5 minut na chodniku, ale coś mnie zainteresowało. Dokładnie ta cisza. Zawsze słychać jakieś ciche rozmowy. Na dodatek była jakaś kartka pod wycieraczką. Wiem, że nie powinnam ale podeszłam i ją podniosłam.
- Do mnie ? - zdziwiłam się. Przecież to dom Robinsonów. Otworzyłam go i zaczęłam czytać.
" Hope... .... " Gdy skończyłam go czytać byłam załamana. Usiadłam na ganku i po policzkach spłynęła mi łza. Nie. To niemożliwe. Wyjęłam telefon z kieszeni i zadzwoniłam do Lili. Nie odbiera. Przeklinałam w myślach żeby odebrała. Dzwoniłam do niej kilka razy, ale żadnej odpowiedzi. Wybrałam numer John'a. Pierwszy sygnał, drugi...
- Halo. - usłyszałam jego lekko spięty głos
- Czy mógłbyś dać telefon Lili ? - mówiłam przez płacz
- Tylko nie płacz. Już ją daje. - uspokajające słowa chłopka, lekki szum w słuchawce i jej głos.
- Hope.. Nie płacz, bo ja też zacznę. - mówiła już z kulą w gardle przyjaciółka
- Czemu nie zadzwoniłaś ? - zapytałam się jej nadal przez płacz.
- Czytałaś list. Chciałam uniknąć właśnie czegoś takiego. - próbowałam opanować płacz i chociaż porozmawiać z nią przez chwile spokojnie.
- Ok.. To trudne, ale już się uspokajam. Zdenerwowana lotem ? - chciałam jak najszybciej zmienić temat.
- Troszkę. To mój pierwszy raz będzie. - pocieszałam ją i rozmawiałam jeszcze przez kilka minut dopóki nie usłyszałam głosu jej mamy w tle " Lil kończ już. Za chwile będziemy szli do samolotu. "
- Będę musiała..
- Słyszałam twoją mamę. Idź i pamiętaj. Dzwoń jak będziesz miała chwile wolnego.
- I ty także.
- Obiecuje.
- Ja także. A i przypomniało mi się coś. Chłopak którego wczoraj mijałyśmy w drzwiach to Harry Styl.. - Dźwięk rozłączonego telefonu. Prawdopodobnie John nas rozłączył. Starszy przystojny gówniarz. " Nie pożegnałam się z nim. Słownie przecież nie musi być." pomyślałam i napisałam do niego sms'a " Będę tęsknić za tobą. Miłego i spokojnego lotu. Nie zapomnij o mnie tylko. Jak przyjedziesz do mnie w odwiedziny chcę jakieś pamiątki. " I wysłałam. Ten jak zwykle pewnie nie ma nic na koncie i kij z odpowiedzi. Wystarczy mi juz ta myśl, że przeczytał to i na pewno się uśmiecha do telefonu. A teraz rzeczywistość. Nie powiem, że ta wiadomość o Harry'm przeszła spokojnie przez moją głowę. Wręcz przeciwnie. Jego twarz od wczoraj została w pamięci i nie chce wyjść. Śnił mi się dzisiejszej nocy. Chyba się nim zauroczyłam. Oby, bo na razie nie szukam żadnego chłopaka. Jeszcze trochę i zapomnę o tamtym gnojku. Było minęło. Nie odwrócę już czasu. Rozejrzałam się dookoła siebie i odetchnęłam. Wstałam i poszła do pracy. Nie za bardzo chce tam być sama. Nie będę z kim miała rozmawiać na przerwach. Znów będę samotna. Ja to mam po prostu genialne szczęście -.- Siedziałam w tej pracy już dosyć długo. Teraz mam już czas wolny. Weszłam do domu i poszłam prosto do siebie. Usiadłam na łóżku i myślałam czy nie pójść do Darcy. " A niech mi tam. Jakby jej nie było to wrócę tutaj z powrotem " Poszłam poprawić makijaż i skierowałam się do kuchni. Napiłam się trochę soku jabłkowego i mijając mamę powiedziałam jej że wybieram się do Darcy. Po jej minie stwierdziłam że się cieszy, a za razem smuci. My kobiety jesteśmy dosyć dziwne. Wyszłam z domu i pierwsze co to włożyłam słuchawki do uszy i ruszyłam w kierunku domu dawnej przyjaciółki. Po krótkim czasie doszłam do drzwi. Zapukałam do nich i otworzyła je Jane.
- Witaj, Hope. Proszę wejdź.
- Dzień dobry, Jane. Dziękuję - powiedziałam i weszłam do środka.
- Chcesz się czegoś może napić, albo zjeść ?
- Piłam przed wyjściem, ale zapomniałam zjeść. Trochę głupio wyszło.
- Nic nie szkodzi. Choć ze mną do kuchni i powiesz z czym chcesz kanapki. Przytaknęłam i poszłam za jej śladami do pomieszczenia.
- Tak praktycznie to przyszłam do Darcy. - powiedziałam juz po jedzeniu kanapek.
- Jej nie ma. - usłyszałam zza pleców męski, lekko zachrypnięty, głos. Przeszły mnie ciarki. Miłe ciarki. Odwróciłam się w jego stronę.
- A nie wiesz kiedy ona wróci ? - czekałam na jego odpowiedź jak na nic innego. Boże, co ja wygaduje.
- Zadzwoń, a się dowiesz. - jego szorstki ton w tym zdaniu mnie odrzucił od niego. Zwróciłam się w kierunku Jane.
- Przepraszam. Mogłabym poprosić od pani numer Darcy ? - kobieta dała mi swój telefon z numerem wnuczki. Wstukałam go do swojego i zadzwoniłam
- Tak ? Kto tam ?
- Przepraszam, że do ciebie dzwonie. Za ile będziesz w domu ?
- Hope, to ty ?
- Taak. To za ile będziesz ?
- Za niecałe 15 min. A po co ci to ?
- Naprawdę na nic. Wracaj. - powiedziałam ostanie słowo i się rozłączyłam. Oddałam Jane telefon i odwróciłam się w stronę Harry'ego.
- Jesteś jej nową koleżaneczką, a nie masz jej numeru ? - i znowu ten szorstki ton. Coś mi się zdaje że niedługo będzie jednym z moim wrogów z taki zachowanie. Olałam to pytanie i zaczęłam rozmawiać z Jane. Chłopak zniknął mi z widoku co oznacza, ze mogę spokojnie czekać na Darcy.
------------------------------------------------------------------------------------------
Zepsułam ten rozdział :/ Przepraszam za to i dziękuję, że wgl. ktoś to czyta :)
wtorek, 25 czerwca 2013
Rozdział 8
Puściłam jej rękę i nacisnęłam przycisk. Zero reakcji. Kolejny wdech i kolejny raz nacisnęłam dzwonek. słyszałyśmy obie jak ktoś otwiera drzwi. Nagle poczułam strach. Zacisnęłam oczy i czekałam aż ta osoba się ujawni.
- Witam dziewczynki. W czym mogę pomóc ? - odezwał się głos starszej kobiety. Powoli otworzyłam oczy i ujrzałam osobę. Otworzyłam usta aby coś powiedzieć ale nie mogłam. Zatkało mnie ze stresu. Lili się na mnie spojrzała i zaczęła mówić za mnie.
- Przepraszam proszę pani. Tak właściwie nie wiem. Moja przyjaciółka, Hope - pokazała na mnie dłonią miała strasznie dziwny sen i powiedziała że musimy tu przyjść, bo...
- Chciałam się dowiedzieć skąd znam to miejsce.
- Przepraszam was dziewczynki ale ja naprawdę nie wiem o co chodzi - powiedziała kobieta smutniejąc.
- Nic nie szkodzi - powiedziałam i spuściłam powoli głowę. - To my już nie będziemy przeszkadzać. Odwróciłam się, łapiąc rękę dziewczyny w nadgarstku i zaczęłyśmy się oddalać. Nagle usłyszałam jak ta pani nas woła.
- Wracajcie ! Podejdzie do mnie ! - spojrzałyśmy się zdziwione na siebie i wróciłyśmy przed drzwi. - Wejdźcie do środka. - powiedziała spokojnie i za chwile znalazłyśmy się u niej w domu. Zaczęłam się rozglądać po domu.
- Ma pani tutaj piękny zakątek - kobieta się uśmiechnęła i prosiła abyśmy usiadły w salonie.
- Chcecie się dziewczynki czegoś napić ? - pojawił się uśmiech na jej ustach. Odmówiłyśmy, ale kobieta przyniosła nam po szklance soku pomarańczowego.
- Czemu pani powiedziała abyśmy tu wróciły ? - zaczęła Lil
- Możecie mówić do mnie Jane ?
- Tak jest proszę pani, znaczy Jane. A i przepraszam. Ja jestem Hope, a to jest Lili - pokazałam na przyjaciółkę.
- Ciebie Hope znam, ale Lili nie miałam jeszcze przyjemności poznać
- Jak to zna ? - powiedziałyśmy obie w tym samym czasie głośniej. To było dziwne. W drzwiach nagle pojawiła się Darcy.
- Cześć bab... - podchodziła do starszej kobiety gdy nagle mnie zauważyła - Co tu robi Hope ? - powiedziała z uśmiechem na ustach i strachem w oczach.
- To może my już pójdziemy. Nie będziemy przeszkadzać, bo na pewno jesteście zajęte.
- Hope siadaj - powiedziała Jane łapiąc mnie za ramie i ciągnąc lekko w dół. - nie przeszkadzasz.
- Możemy porozmawiać ? - zwróciła się do mnie z tym pytaniem Darcy. Przytaknęłam głową.
- Lil zostaniesz tu ? - spojrzałam z wielka prośbą na dziewczynę.
- Nie martw się o mnie. Jeśli Jane nie będzie miała nic przeciwko to chętnie tu zostanę - powiedziała przyjaciółka i z uśmiechem spojrzała się na starszą kobietę. Poczułam jak Darcy łapie mnie w nadgarstku i lekko ciągnie za sobą po schodach. Weszłyśmy do pokoju, a ona je przymknęła. Usiadłyśmy na łózku.
- Możesz... - zaczęłyśmy obie i poczułam się pewniej.
- Najpierw ty - powiedziałam a Darcy pokiwała głową
- Nie obraź się czy coś. Ale nie rozumiem co tu robisz.
- To wszystko się zaczęło dawno. Pamiętasz jak próbowałaś mnie złapać? Wszędzie przed tobą uciekałam, bo się ciebie bałam.
- Czemu ?
- Bo nie wiedziałam kim jesteś. I niestety nadal nie wiem.
- Jestem Darcy, twoja przyjaciółka z dzieciństwa. Kiedyś spędzałyśmy razem wszelki wolny czas. Zawsze razem. Często u siebie nawzajem nocowałyśmy.
- To czemu cie wcale nie pamiętam ?
- To był dla mnie szok jak się o tym dowiedziałam. Było to w gdy miałaś 15 lat. Nie wiem dokładnie jak to było, ale babcia mi opowiadała to kilka razy. Jechałaś na zakupy z rodzicami i mieliście wypadek samochodowy. W wasz samochód wjechało inne auto. Akurat w tył gdzie ty siedziałaś. Twoi rodzice byli lekko podrapani i mieli siniaki, a tak to zero złamań. A ty wylądowałaś w szpitalu na 3 miesiące. Przez ten czas byłaś w śpiączce. Gdy miałam wolne chwile przychodziłam do ciebie i siedziałam z tobą. Pamiętam jak przez pierwsze 2 tygodnie cały czas płakałam i miałam myśli samobójcze, ale pomyślałam o przyszłości i o tym, że kiedy się obudzisz muszę przy tobie być. I nie okaleczałam się. Wiem, że mnie nie słyszałaś, ale ja cały czas ci opowiadałam co u mnie. Żaliłam się jak mi ciebie brakuje. A gdy po tym czasie w szpitalu się wybudziłaś kompletnie mnie nie pamiętałaś. Twoi rodzice musieli przyzwyczajać cie do wszystkiego jeszcze raz. Jednak postanowili że wyjadą. I tak właśnie straciłyśmy kontakt, aż przyjechaliście tu. Babcia zauważyła twoją mamę na mieście i tak się dowiedziała, że wszystko wróciło do stanu poprzedniego. Niestety jak widać kilku rzeczy nadal nie pamiętasz.
* z perspektywy Darcy *
Gdy mówiłam historie widziałam w jej oczach łzy. Po ostatnim zdaniu lekko posmutniałam i opuściłam głowę. Po momencie poczułam jej ciepły uścisk. Przez tak długi czas mi go brakowało. Usłyszałyśmy obie pukanie do drzwi.
- Proszę - powiedziałam i w drzwiach pojawiła się koleżanka Hope.
- Przepraszam, że wam przeszkadzam, ale ja będę musiała się już zbierać.
- Ja także. - stwierdziła Hope wstając z łózka i wycierając pojedynczą łzę. Spojrzała się na mnie z ciepłym uśmiechem i podeszła do Lil.
- Odprowadzę was - po tych słowa zeszłyśmy wszystkie na dół. Przytuliłam Hope i jej koleżankę, a następnie otworzyłam im drzwi. Przed moimi oczami ukazał się mój nieznośny starszy braciszek. Przesunęłam jego jedną ręką w bok, a drugą pokazałam dziewczyną, że droga wolna. Hazza kojarzył Hope, ale raczej o niej zapomniał. A co mi z resztą ta myśl. Weszłam do środka domu zostawiając Harry'ego na zewnątrz. Mało obchodziło mnie to co robi. Znowu zamykając się w sobie weszłam do swojego pokoju, założyłam słuchawki i zasnęłam na łóżku.
* z perspektywy Hazzy *
Stojąc przed drzwiami od domu myślałem tylko o długiej kompieli i szybkim pójściu spać, ale moje myśli odwróciła pewna dziewczyna. Nowa koleżaneczka Darcy. Gdy nasze spojrzenia się zetknęły ze sobą, poczułem miłe uczucie w brzuchu. Jej brązowe jak czekolada włosy i oczy. Do tego te delikatne rysy twarzy, słodki nosek i ponętne usta. Gdy dziewczyna odeszła ode mnie potrząsnąłem głową i wszedłem do środka. Zamknąłem drzwi, a bagaże postawiłem w korytarzu i od razu popędziłem się przywitać z rodziną. Cały dzień po głowie dręczyła mnie myśl, że kiedyś ją widziałem. Ale mogło mi się tylko to przyśnić.
* z perspektywy Lili *
Mijając w drzwiach wysokiego bruneta skierowałyśmy się do mojego domu. W kilka minut tam dotarłyśmy. Hope spakowała się w torbę i poszła do siebie. Ogarnęłam bałagan w pokoju i poszłam na dół coś zjeść. Akurat rodzice rozmawiali poważnie z John'em.
- Uuuuu. John, coś przechlapał ?
- Przestań Lili i siadaj. Musze ci coś powiedzieć. Ty John możesz już iść. - wymieniłam się z bratem miejscem. Po jego minie pewnie nie będę zadowolona z nowiny. Po kilku minutach gadania rodziców wyszłam z kuchni cała zapłakana bez słowa. Nie zważając na nic popędziłam na górę do brata. Bez pukania wtargnęłam do jego pokoju. Siedział przybity na rancie łóżka. Przymknęłam drzwi i dosiadłam się do niego. Po minucie ciszy coś we nie wybuchło.
- Ja nie chce się wyprowadzać. Ja tu mam wszystko. Mam tutaj pracę i Hope. Ja nie chce. - mówiłam w kółko to samo przez płacz. John przytulił mnie do siebie. Głaskał mnie po głowie i uciszał. Kiedy mój płacz się uspokoił uwolniłam się z jego ramion.
- Wiem, że tobie to nie odpowiada.
- Bardzo.
- Mnie też nie za bardzo się to podoba. Ale pomyśl o rodzicach. Choć my oboje mamy prace, marne ale jednak są, to i tak nie starcza na opłacenie czynszu i większe wydatki. Oni chcą dla nas jak najlepiej. Powinnaś się cieszyć że tata znalazł prace.
- Ciesze się w głębi, ale czemu ta prace jest akurat w Kanadzie ?! - wydarłam się na niego. Nie mogłam już wytrzymać z przejęcia. Wstałam z łóżka i zmierzałam w stronę drzwi, gdy usłyszałam jego głos.
- Uspokój się. Nie jesteś na tym świecie jedyna. Nie tylko tobie to się nie podoba. Uspokój się i idź się szykuj. Wylatujemy jutro o 10. - przełknęłam z niechęcią ślinę i poszłam do siebie. Nie chciałam marnować już więcej czasu na płacz i z szafy wywaliłam wszystkie moje walizki. Na łóżko rzuciłam ubrania i buty. Po kilku godzinach moje walizki były już gotowe. Kosmetyki, ubrania i buty spakowane. Postawiłam je przy drzwiach i podeszłam znowu do szafy. Na dnie leżała jakaś skrzynka. Wzięłam ją w ręce i usiadłam na łóżko. Otworzyłam ją, a tam masa zdjęć. Zaczęłam je przeglądać. Postanowiłam że przykleję je do ściany w moim nowym pokoju. Ciężko mi o tym pomyśleć że muszę się wyprowadzać. Tak, to prawda. Ciesze się że tata ma prace, ale czuje też do niego lekką urazę. Po wielu latach szukania udało mu się, ale przez to ja będę musiała zaczynać wszystko od nowa. Nowe znajomości, nowa praca, nowe zmaganie się z przeszkodami i brak przyjaciółki do wypłakania się w pobliżu. Nie chce stąd odchodzić, ale ja niestety nie podejmuję ostatecznej decyzji. Spojrzałam na zegarek i się zdziwiłam, że jest tak późno. Wzięłam do ręki ręczniki i poszłam się wykąmpać. Chciałam o niczym teraz nie myśleć.
____________________________________________________
Przepraszam, że miesiąc niczego nie dodawałam. Nie miałam za bardzo możliwości :/ Postaram się bardziej regularnie dodawać rozdziały. Chciałam napisać dosyć długi i w jakiś sposób zachęcający do dalszego czytania rozdział ale chyba mi nie wyszło :/ Piszcie co o nim sądzicie. To dla mnie naprawdę bardzo sporo znaczy. Dziękuje :*
- Witam dziewczynki. W czym mogę pomóc ? - odezwał się głos starszej kobiety. Powoli otworzyłam oczy i ujrzałam osobę. Otworzyłam usta aby coś powiedzieć ale nie mogłam. Zatkało mnie ze stresu. Lili się na mnie spojrzała i zaczęła mówić za mnie.
- Przepraszam proszę pani. Tak właściwie nie wiem. Moja przyjaciółka, Hope - pokazała na mnie dłonią miała strasznie dziwny sen i powiedziała że musimy tu przyjść, bo...
- Chciałam się dowiedzieć skąd znam to miejsce.
- Przepraszam was dziewczynki ale ja naprawdę nie wiem o co chodzi - powiedziała kobieta smutniejąc.
- Nic nie szkodzi - powiedziałam i spuściłam powoli głowę. - To my już nie będziemy przeszkadzać. Odwróciłam się, łapiąc rękę dziewczyny w nadgarstku i zaczęłyśmy się oddalać. Nagle usłyszałam jak ta pani nas woła.
- Wracajcie ! Podejdzie do mnie ! - spojrzałyśmy się zdziwione na siebie i wróciłyśmy przed drzwi. - Wejdźcie do środka. - powiedziała spokojnie i za chwile znalazłyśmy się u niej w domu. Zaczęłam się rozglądać po domu.
- Ma pani tutaj piękny zakątek - kobieta się uśmiechnęła i prosiła abyśmy usiadły w salonie.
- Chcecie się dziewczynki czegoś napić ? - pojawił się uśmiech na jej ustach. Odmówiłyśmy, ale kobieta przyniosła nam po szklance soku pomarańczowego.
- Czemu pani powiedziała abyśmy tu wróciły ? - zaczęła Lil
- Możecie mówić do mnie Jane ?
- Tak jest proszę pani, znaczy Jane. A i przepraszam. Ja jestem Hope, a to jest Lili - pokazałam na przyjaciółkę.
- Ciebie Hope znam, ale Lili nie miałam jeszcze przyjemności poznać
- Jak to zna ? - powiedziałyśmy obie w tym samym czasie głośniej. To było dziwne. W drzwiach nagle pojawiła się Darcy.
- Cześć bab... - podchodziła do starszej kobiety gdy nagle mnie zauważyła - Co tu robi Hope ? - powiedziała z uśmiechem na ustach i strachem w oczach.
- To może my już pójdziemy. Nie będziemy przeszkadzać, bo na pewno jesteście zajęte.
- Hope siadaj - powiedziała Jane łapiąc mnie za ramie i ciągnąc lekko w dół. - nie przeszkadzasz.
- Możemy porozmawiać ? - zwróciła się do mnie z tym pytaniem Darcy. Przytaknęłam głową.
- Lil zostaniesz tu ? - spojrzałam z wielka prośbą na dziewczynę.
- Nie martw się o mnie. Jeśli Jane nie będzie miała nic przeciwko to chętnie tu zostanę - powiedziała przyjaciółka i z uśmiechem spojrzała się na starszą kobietę. Poczułam jak Darcy łapie mnie w nadgarstku i lekko ciągnie za sobą po schodach. Weszłyśmy do pokoju, a ona je przymknęła. Usiadłyśmy na łózku.
- Możesz... - zaczęłyśmy obie i poczułam się pewniej.
- Najpierw ty - powiedziałam a Darcy pokiwała głową
- Nie obraź się czy coś. Ale nie rozumiem co tu robisz.
- To wszystko się zaczęło dawno. Pamiętasz jak próbowałaś mnie złapać? Wszędzie przed tobą uciekałam, bo się ciebie bałam.
- Czemu ?
- Bo nie wiedziałam kim jesteś. I niestety nadal nie wiem.
- Jestem Darcy, twoja przyjaciółka z dzieciństwa. Kiedyś spędzałyśmy razem wszelki wolny czas. Zawsze razem. Często u siebie nawzajem nocowałyśmy.
- To czemu cie wcale nie pamiętam ?
- To był dla mnie szok jak się o tym dowiedziałam. Było to w gdy miałaś 15 lat. Nie wiem dokładnie jak to było, ale babcia mi opowiadała to kilka razy. Jechałaś na zakupy z rodzicami i mieliście wypadek samochodowy. W wasz samochód wjechało inne auto. Akurat w tył gdzie ty siedziałaś. Twoi rodzice byli lekko podrapani i mieli siniaki, a tak to zero złamań. A ty wylądowałaś w szpitalu na 3 miesiące. Przez ten czas byłaś w śpiączce. Gdy miałam wolne chwile przychodziłam do ciebie i siedziałam z tobą. Pamiętam jak przez pierwsze 2 tygodnie cały czas płakałam i miałam myśli samobójcze, ale pomyślałam o przyszłości i o tym, że kiedy się obudzisz muszę przy tobie być. I nie okaleczałam się. Wiem, że mnie nie słyszałaś, ale ja cały czas ci opowiadałam co u mnie. Żaliłam się jak mi ciebie brakuje. A gdy po tym czasie w szpitalu się wybudziłaś kompletnie mnie nie pamiętałaś. Twoi rodzice musieli przyzwyczajać cie do wszystkiego jeszcze raz. Jednak postanowili że wyjadą. I tak właśnie straciłyśmy kontakt, aż przyjechaliście tu. Babcia zauważyła twoją mamę na mieście i tak się dowiedziała, że wszystko wróciło do stanu poprzedniego. Niestety jak widać kilku rzeczy nadal nie pamiętasz.
* z perspektywy Darcy *
Gdy mówiłam historie widziałam w jej oczach łzy. Po ostatnim zdaniu lekko posmutniałam i opuściłam głowę. Po momencie poczułam jej ciepły uścisk. Przez tak długi czas mi go brakowało. Usłyszałyśmy obie pukanie do drzwi.
- Proszę - powiedziałam i w drzwiach pojawiła się koleżanka Hope.
- Przepraszam, że wam przeszkadzam, ale ja będę musiała się już zbierać.
- Ja także. - stwierdziła Hope wstając z łózka i wycierając pojedynczą łzę. Spojrzała się na mnie z ciepłym uśmiechem i podeszła do Lil.
- Odprowadzę was - po tych słowa zeszłyśmy wszystkie na dół. Przytuliłam Hope i jej koleżankę, a następnie otworzyłam im drzwi. Przed moimi oczami ukazał się mój nieznośny starszy braciszek. Przesunęłam jego jedną ręką w bok, a drugą pokazałam dziewczyną, że droga wolna. Hazza kojarzył Hope, ale raczej o niej zapomniał. A co mi z resztą ta myśl. Weszłam do środka domu zostawiając Harry'ego na zewnątrz. Mało obchodziło mnie to co robi. Znowu zamykając się w sobie weszłam do swojego pokoju, założyłam słuchawki i zasnęłam na łóżku.
* z perspektywy Hazzy *
Stojąc przed drzwiami od domu myślałem tylko o długiej kompieli i szybkim pójściu spać, ale moje myśli odwróciła pewna dziewczyna. Nowa koleżaneczka Darcy. Gdy nasze spojrzenia się zetknęły ze sobą, poczułem miłe uczucie w brzuchu. Jej brązowe jak czekolada włosy i oczy. Do tego te delikatne rysy twarzy, słodki nosek i ponętne usta. Gdy dziewczyna odeszła ode mnie potrząsnąłem głową i wszedłem do środka. Zamknąłem drzwi, a bagaże postawiłem w korytarzu i od razu popędziłem się przywitać z rodziną. Cały dzień po głowie dręczyła mnie myśl, że kiedyś ją widziałem. Ale mogło mi się tylko to przyśnić.
* z perspektywy Lili *
Mijając w drzwiach wysokiego bruneta skierowałyśmy się do mojego domu. W kilka minut tam dotarłyśmy. Hope spakowała się w torbę i poszła do siebie. Ogarnęłam bałagan w pokoju i poszłam na dół coś zjeść. Akurat rodzice rozmawiali poważnie z John'em.
- Uuuuu. John, coś przechlapał ?
- Przestań Lili i siadaj. Musze ci coś powiedzieć. Ty John możesz już iść. - wymieniłam się z bratem miejscem. Po jego minie pewnie nie będę zadowolona z nowiny. Po kilku minutach gadania rodziców wyszłam z kuchni cała zapłakana bez słowa. Nie zważając na nic popędziłam na górę do brata. Bez pukania wtargnęłam do jego pokoju. Siedział przybity na rancie łóżka. Przymknęłam drzwi i dosiadłam się do niego. Po minucie ciszy coś we nie wybuchło.
- Ja nie chce się wyprowadzać. Ja tu mam wszystko. Mam tutaj pracę i Hope. Ja nie chce. - mówiłam w kółko to samo przez płacz. John przytulił mnie do siebie. Głaskał mnie po głowie i uciszał. Kiedy mój płacz się uspokoił uwolniłam się z jego ramion.
- Wiem, że tobie to nie odpowiada.
- Bardzo.
- Mnie też nie za bardzo się to podoba. Ale pomyśl o rodzicach. Choć my oboje mamy prace, marne ale jednak są, to i tak nie starcza na opłacenie czynszu i większe wydatki. Oni chcą dla nas jak najlepiej. Powinnaś się cieszyć że tata znalazł prace.
- Ciesze się w głębi, ale czemu ta prace jest akurat w Kanadzie ?! - wydarłam się na niego. Nie mogłam już wytrzymać z przejęcia. Wstałam z łóżka i zmierzałam w stronę drzwi, gdy usłyszałam jego głos.
- Uspokój się. Nie jesteś na tym świecie jedyna. Nie tylko tobie to się nie podoba. Uspokój się i idź się szykuj. Wylatujemy jutro o 10. - przełknęłam z niechęcią ślinę i poszłam do siebie. Nie chciałam marnować już więcej czasu na płacz i z szafy wywaliłam wszystkie moje walizki. Na łóżko rzuciłam ubrania i buty. Po kilku godzinach moje walizki były już gotowe. Kosmetyki, ubrania i buty spakowane. Postawiłam je przy drzwiach i podeszłam znowu do szafy. Na dnie leżała jakaś skrzynka. Wzięłam ją w ręce i usiadłam na łóżko. Otworzyłam ją, a tam masa zdjęć. Zaczęłam je przeglądać. Postanowiłam że przykleję je do ściany w moim nowym pokoju. Ciężko mi o tym pomyśleć że muszę się wyprowadzać. Tak, to prawda. Ciesze się że tata ma prace, ale czuje też do niego lekką urazę. Po wielu latach szukania udało mu się, ale przez to ja będę musiała zaczynać wszystko od nowa. Nowe znajomości, nowa praca, nowe zmaganie się z przeszkodami i brak przyjaciółki do wypłakania się w pobliżu. Nie chce stąd odchodzić, ale ja niestety nie podejmuję ostatecznej decyzji. Spojrzałam na zegarek i się zdziwiłam, że jest tak późno. Wzięłam do ręki ręczniki i poszłam się wykąmpać. Chciałam o niczym teraz nie myśleć.
____________________________________________________
Przepraszam, że miesiąc niczego nie dodawałam. Nie miałam za bardzo możliwości :/ Postaram się bardziej regularnie dodawać rozdziały. Chciałam napisać dosyć długi i w jakiś sposób zachęcający do dalszego czytania rozdział ale chyba mi nie wyszło :/ Piszcie co o nim sądzicie. To dla mnie naprawdę bardzo sporo znaczy. Dziękuje :*
środa, 22 maja 2013
Rozdział 7
- To było takie realne. Rozumiesz ? Mi się wydawało, że ty tu śpisz a ja z Bellą idziemy na dwór. Doszłyśmy do jakiego domu i ona dała mi taki pierścionek w kształcie małej korony. Cały czas się mnie pytała czy pamiętam to miejsce.
- Pierścionek taki jak masz na palcu ? - pokazałam na jej prawa dłoń. Ona się spojrzała na nią, a następnie na mnie z przerażona miną. Cała twarz jej momentalnie zbladła i zamurowało ją. To chyba ją przerosło. Położyłam ręce na jej ramionach i lekko potrząsnęłam nią.
- Hope! Proszę cie! Ocknij się! - po kilku głośniejszych prośbach dziewczyna zrobiła to o co ją prosiłam. Momentalnie wstała i szybkim krokiem plotła jakieś niezrozumiałe dla mnie słowa trzymając się za głowę. Zrobiła kilka rundek w pokoju i stanęła prze de mną. Popatrzyła mi się głęboko w oczy i zaczęła mówić - Lil mam do ciebie wielką prośbę - mówiła strasznie szybko. Powiedziałam aby lekko zwolniła i zaczęła od początku - Mam do ciebie prośbę - powiedziała już o wiele wolniej niż poprzednio trzymając mnie za brodę i nadal patrząc głęboko w oczy. Popatrzyłam się na nią pytająco, a ta kontynuowała - Czy mogłabyś pójść ze mną tam ? Chciałabym się dowiedzieć o co chodziło Belli - zrobiła prosząca minę. Zdjęła rękę z mojej brody i przerwała intensywne wpatrywanie się w oczy. Odeszła kawałek przyciągająca do klatki piersiowej dłonie jakby do modlitwy,ale palce miała skrzyżowane tak samo jak oczy. Po dłuższym czasie zastanowień wstałam i podeszłam do dziewczyny mówiąc krótkie " Tak ".Hope mnie przytuliła z całych sił i odsunęła się kawałek.
Z perspektywy Hope
Jak ja jestem jej za to wdzięczna! Jest mi teraz bardzo potrzebna. Gdybym była sama to bym pewnie zgłupiała. Potrząsnęłam głową by wyrwać się z zamyśleń. Postanowiłam jak najszybciej pójść przed ten dom i dowiedzieć sie o co chodziło Bel wczoraj. Odwróciłam sie twarzą do przyjaciółki i ładnie się uśmiechnęłam
- Tak ?
- No wieszzz... Idziemy tam, a ja za bardzo nie mam sie w co ubrać :/ Mam takie dziwne przeczcie, że stanie się tam coś co zmieni moje życie,a nie che iść w wczorajszych przepoconych ciuchach.
- Rozumie i moja szafa jest szeroko otwarta na twoje wybory, ale najpierw..
- Co ? - wtargnęła jej w zdanie
- Jak spałaś zrobiłam naleśniki i wszyscy zjedli oprócz nas. Wiec kochana, zapraszam do stołu - położyła lewa dłoń na moich plechach i lekko popchnęła w stronę drzwi. Zeszłyśmy na dół i weszłyśmy do kuchni. Nikogo w niej nie było. Na stole zauważyłam naleśniki, owoce i naszykowane dla nas talerze oraz szklanki z sokiem. Usiadłam i jak sie najszybciej sie dało zjadłam je. Odłożyłam wszystko po sobie do zlewu i ciągnąc Lili wbiegłam po schodach.
- Dziewczyno ty masz to masz powera. Wiem, że ci zależy więc proszę - otworzyłam szafę - wybieraj co tylko zechcesz - powiedziała. Podbiegłam do niej i ją mocno przytuliłam, a następnie pobiegłam do szafy i zaczęłam szukać jakiegoś zestawu. Znalazłam u niej dżinsowe spodenki, jakiś pasek żeby mi nie spadały z tyłka, lekko powiewną białą bluzkę na ramiączka i do tego kremową marynarkę z czarnymi ptakami oraz czarnymi rękawami. Położyłam ubrania na łóżku. Przyjaciółka podeszła do mnie i poprosiła mnie abym pomogła jej wybrać jakieś ubrania. Doskonale wie, że to sprawia mi przyjemność i mam masę zabawy przy tym :) Wzięłam ją za dłoń i podeszłyśmy znowu do szafy. Kilka chwil i ubranie wybrane. Położyłam je obok swoich. Patrzyłam sie tak na ubrania z minute do póki Lil mnie nie dźgnęła. Odwróciłam sie w jej stronę z groźną miną i oddalam jej. I zaczęła sie bita na dźganie. Leżałyśmy na podłodze, a do pokoju wszedł John. Czemu żadna z nas nie pomyślała o zamknięciu drzwi ? Jakie my głupie. Szybko wstałyśmy i sie otrzepałyśmy.
- Po co tu przyszedłeś ? - spytała się Lil
- Po nic.
- To idź. - wymsknęło mi się. Na szczęście cicho pod nosem. Chyba to usłyszał, bo lekko posmutniał i zaczął wychodzić. Wzięłam w rękę moje, znaczy przyjaciółki, ubrania i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi. Na palcach podbiegłam do chłopaka i złapałam za bark. Stanął do mnie plecami. Obeszłam go dookoła i stałam przed jego twarzą.
- Przepraszam. Nie chciałam tego powiedzieć. Samo mi sie wymskneło. To przez emocje. - mówiłam cicho
- Napewno - czuć było w jego głosie że mi nie wierzy. Złapałam jego twarz w dłonie i patrzyłam sie w jego oczy
- A teraz mi wierzysz ? Nie zrobiłam tego specjalnie. - chyba mi się udało. Teraz zauważyłam jakie ma oczy. Po prostu same przyciągały do siebie i prosiły o pocałunek. Zamknęłam mocno oczy, opuściłam dłonie z jego twarzy i odsunęłam się kawałek. Nie chciałam aby to sie znowu powtórzyło. Nie chce teraz ryzykować że zauważy nas Lili. Otworzyłam oczy, a jego już prze de mną nie było. Widocznie zrobiłam mu kolejną przykrość.
- Przepraszam - wyszeptałam i przełykając ślinę przeszłam przez korytarz. Weszłam do łazienki i szybko sie przebrałam. Doszłam do pokoju Lili. Drzwi były zamknięte jak poprzednio, ale jej tam nie było. Rzuciłam piżamę i gdy sie już odwróciłam by wyjść z pokoju, on tam stał.
- Skąd ty sie do cholery jasnej tu wziąłeś ? - mówiłam z ręką na sercu. Dureń prawie do zawału mnie doprowadził
- Nie zrobiłem tego co miałem zrobić wcześniej. - zaczął do mnie podchodzić. Bardzo tego pragnęłam, ale.. Tak właśnie. Wszędzie znajdzie sie to ale. Przygryzłam dolną wargę i odeszłam od niego. Zdziwił się, a ja wydusiłam z siebie tylko " Przepraszam. Musze iść. " I wyszłam jak nigdy z pokoju zostawiając jego samego. Zeszłam po schodach i zaczęłam szukać w salonie Lil. Nie było jej. Poszłam do kuchni i jak zawsze mój głodomor coś jadł. Zabrałam jej z rąk paczkę żelek i zaczełam kierować sie w stronę drzwi. Dziewczyna przegoniła mnie i stanęła rozkrokiem i z rozłożonymi rękami zakrywając przejście, a po chwili dodała lekko groźnym głosem " Oddaj te żelki, a nic złego sie nie stanie." Ze śmiechem oddałam jej jedzenie, z jej rąk zabrałam klucze. Wyszłyśmy na zewnątrz. Zamykając drzwi zauważyłam John'a na schodach i jego wzrok na sobie. Zakluczyłam drzwi i poszłam do dziewczyny z żelkami.
- To gdzie idziemy ?
- Nie znam drogi. Ale wiem gdzie to jest. - przyjaciółka już nic sie nie odezwała. Szłyśmy dosyć długo, ale wreszcie doszłyśmy. Stanęłam tam jak wtedy z Bellą. Patrzyłam sie na ten dom i nada nic nie mogłam sobie przypomnieć. Gdy Lil skończyła jeść i schowała magicznie śmieci złapała mnie za rękę. Momentalnie odwróciłam wzrok z podłogi na nią. Popatrzyłam sie prosto w jej oczy. Mówiły " będzie dobre tylko w to uwierz " Przytuliłam ją, a następnie wzięłam kilka głębszych wdechów. Nadal trzymając rękę dziewczyny podeszłyśmy pod drzwi domu. Po raz kolejny spojrzałam sie na nią a następnie na dzwonek. Puściłam jej rękę i nacisnęłam przycisk. Zero reakcji. Kolejny wdech i kolejny raz przycisnęłam dzwonek. Usłyszałyśmy obie jak ktoś otwiera drzwi...
+ bohaterowie
Lili Robinson - Miła blondynka z brązowymi oczami. Przyjaciółka Hope. Gdy trzeba jest groźna, zadziorna i można sie jej przestraszyć, ale zazwyczaj jest uroczą 19-latką :)
John Robinson - Porywczy 21 latek stawiający sobie cel i dąrzący do niego. Jest opiekuńczy, zabawny, potrafi wysłuchać i pocieszyć. Uwielbia bawić się ze zwierzętami *.*
________________________
Co sądzicie o tym rozdziale ?
Czytasz = komentujesz
Dziękuję że jesteś ;*
- Pierścionek taki jak masz na palcu ? - pokazałam na jej prawa dłoń. Ona się spojrzała na nią, a następnie na mnie z przerażona miną. Cała twarz jej momentalnie zbladła i zamurowało ją. To chyba ją przerosło. Położyłam ręce na jej ramionach i lekko potrząsnęłam nią.
- Hope! Proszę cie! Ocknij się! - po kilku głośniejszych prośbach dziewczyna zrobiła to o co ją prosiłam. Momentalnie wstała i szybkim krokiem plotła jakieś niezrozumiałe dla mnie słowa trzymając się za głowę. Zrobiła kilka rundek w pokoju i stanęła prze de mną. Popatrzyła mi się głęboko w oczy i zaczęła mówić - Lil mam do ciebie wielką prośbę - mówiła strasznie szybko. Powiedziałam aby lekko zwolniła i zaczęła od początku - Mam do ciebie prośbę - powiedziała już o wiele wolniej niż poprzednio trzymając mnie za brodę i nadal patrząc głęboko w oczy. Popatrzyłam się na nią pytająco, a ta kontynuowała - Czy mogłabyś pójść ze mną tam ? Chciałabym się dowiedzieć o co chodziło Belli - zrobiła prosząca minę. Zdjęła rękę z mojej brody i przerwała intensywne wpatrywanie się w oczy. Odeszła kawałek przyciągająca do klatki piersiowej dłonie jakby do modlitwy,ale palce miała skrzyżowane tak samo jak oczy. Po dłuższym czasie zastanowień wstałam i podeszłam do dziewczyny mówiąc krótkie " Tak ".Hope mnie przytuliła z całych sił i odsunęła się kawałek.
Z perspektywy Hope
Jak ja jestem jej za to wdzięczna! Jest mi teraz bardzo potrzebna. Gdybym była sama to bym pewnie zgłupiała. Potrząsnęłam głową by wyrwać się z zamyśleń. Postanowiłam jak najszybciej pójść przed ten dom i dowiedzieć sie o co chodziło Bel wczoraj. Odwróciłam sie twarzą do przyjaciółki i ładnie się uśmiechnęłam
- Tak ?
- No wieszzz... Idziemy tam, a ja za bardzo nie mam sie w co ubrać :/ Mam takie dziwne przeczcie, że stanie się tam coś co zmieni moje życie,a nie che iść w wczorajszych przepoconych ciuchach.
- Rozumie i moja szafa jest szeroko otwarta na twoje wybory, ale najpierw..
- Co ? - wtargnęła jej w zdanie
- Jak spałaś zrobiłam naleśniki i wszyscy zjedli oprócz nas. Wiec kochana, zapraszam do stołu - położyła lewa dłoń na moich plechach i lekko popchnęła w stronę drzwi. Zeszłyśmy na dół i weszłyśmy do kuchni. Nikogo w niej nie było. Na stole zauważyłam naleśniki, owoce i naszykowane dla nas talerze oraz szklanki z sokiem. Usiadłam i jak sie najszybciej sie dało zjadłam je. Odłożyłam wszystko po sobie do zlewu i ciągnąc Lili wbiegłam po schodach.
![]() |
| strój Lili |
- Po nic.
- To idź. - wymsknęło mi się. Na szczęście cicho pod nosem. Chyba to usłyszał, bo lekko posmutniał i zaczął wychodzić. Wzięłam w rękę moje, znaczy przyjaciółki, ubrania i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi. Na palcach podbiegłam do chłopaka i złapałam za bark. Stanął do mnie plecami. Obeszłam go dookoła i stałam przed jego twarzą.
- Przepraszam. Nie chciałam tego powiedzieć. Samo mi sie wymskneło. To przez emocje. - mówiłam cicho
- Napewno - czuć było w jego głosie że mi nie wierzy. Złapałam jego twarz w dłonie i patrzyłam sie w jego oczy
- A teraz mi wierzysz ? Nie zrobiłam tego specjalnie. - chyba mi się udało. Teraz zauważyłam jakie ma oczy. Po prostu same przyciągały do siebie i prosiły o pocałunek. Zamknęłam mocno oczy, opuściłam dłonie z jego twarzy i odsunęłam się kawałek. Nie chciałam aby to sie znowu powtórzyło. Nie chce teraz ryzykować że zauważy nas Lili. Otworzyłam oczy, a jego już prze de mną nie było. Widocznie zrobiłam mu kolejną przykrość.
- Przepraszam - wyszeptałam i przełykając ślinę przeszłam przez korytarz. Weszłam do łazienki i szybko sie przebrałam. Doszłam do pokoju Lili. Drzwi były zamknięte jak poprzednio, ale jej tam nie było. Rzuciłam piżamę i gdy sie już odwróciłam by wyjść z pokoju, on tam stał.
- Skąd ty sie do cholery jasnej tu wziąłeś ? - mówiłam z ręką na sercu. Dureń prawie do zawału mnie doprowadził
- Nie zrobiłem tego co miałem zrobić wcześniej. - zaczął do mnie podchodzić. Bardzo tego pragnęłam, ale.. Tak właśnie. Wszędzie znajdzie sie to ale. Przygryzłam dolną wargę i odeszłam od niego. Zdziwił się, a ja wydusiłam z siebie tylko " Przepraszam. Musze iść. " I wyszłam jak nigdy z pokoju zostawiając jego samego. Zeszłam po schodach i zaczęłam szukać w salonie Lil. Nie było jej. Poszłam do kuchni i jak zawsze mój głodomor coś jadł. Zabrałam jej z rąk paczkę żelek i zaczełam kierować sie w stronę drzwi. Dziewczyna przegoniła mnie i stanęła rozkrokiem i z rozłożonymi rękami zakrywając przejście, a po chwili dodała lekko groźnym głosem " Oddaj te żelki, a nic złego sie nie stanie." Ze śmiechem oddałam jej jedzenie, z jej rąk zabrałam klucze. Wyszłyśmy na zewnątrz. Zamykając drzwi zauważyłam John'a na schodach i jego wzrok na sobie. Zakluczyłam drzwi i poszłam do dziewczyny z żelkami.
- To gdzie idziemy ?
- Nie znam drogi. Ale wiem gdzie to jest. - przyjaciółka już nic sie nie odezwała. Szłyśmy dosyć długo, ale wreszcie doszłyśmy. Stanęłam tam jak wtedy z Bellą. Patrzyłam sie na ten dom i nada nic nie mogłam sobie przypomnieć. Gdy Lil skończyła jeść i schowała magicznie śmieci złapała mnie za rękę. Momentalnie odwróciłam wzrok z podłogi na nią. Popatrzyłam sie prosto w jej oczy. Mówiły " będzie dobre tylko w to uwierz " Przytuliłam ją, a następnie wzięłam kilka głębszych wdechów. Nadal trzymając rękę dziewczyny podeszłyśmy pod drzwi domu. Po raz kolejny spojrzałam sie na nią a następnie na dzwonek. Puściłam jej rękę i nacisnęłam przycisk. Zero reakcji. Kolejny wdech i kolejny raz przycisnęłam dzwonek. Usłyszałyśmy obie jak ktoś otwiera drzwi...
+ bohaterowie
Lili Robinson - Miła blondynka z brązowymi oczami. Przyjaciółka Hope. Gdy trzeba jest groźna, zadziorna i można sie jej przestraszyć, ale zazwyczaj jest uroczą 19-latką :)
John Robinson - Porywczy 21 latek stawiający sobie cel i dąrzący do niego. Jest opiekuńczy, zabawny, potrafi wysłuchać i pocieszyć. Uwielbia bawić się ze zwierzętami *.*
________________________
Co sądzicie o tym rozdziale ?
Czytasz = komentujesz
Dziękuję że jesteś ;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)


